wtorek, 17 kwietnia 2012

Dobry wieczór ;)

Vero zaproponowała, żebym napisała jakieś przeżycia z końmi. No dobrze mogę wam napisać... Jeśli ktoś jest z Krakowa i jeździ konno na pewno słyszał o klubie jeździeckim "Tabun". Tam stawiałam swoje pierwsze kroki w jeździe. Tam był mój pierwszy galop, pierwszy skok... Piękne czasy. Wtedy nie było tam małych dzieci, był super klimat. Teraz niestety się wszystko zmieniło... Ale najwspanialsze przeżycia miałam podczas obozów letnich, organizowanych przez ten klub ♥ Kurozwęki 2009,2010. Spanie na sianie, pod namiotami, bez ciepłej wody i co najważniejsze bez prądu... ! Na polanie, przy lesie, codziennie ogniska z gitarą. Codziennie niezapomniane tereny... Znane konie. Po prostu było świetnie! Konie wodę miały z strumyczka, który biegł zaraz koło "stajni". Najwspanialsze było pławienie koni w rzece "Czarnej" zwanej również "Brodem" :D Lub przejazdy przez tą rzekę galopem. Naprawdę było wspaniale. Raz pamiętam, jak byłam na Figarze ( hucuł o bardzo upartym usposobieniem), którego dostałam de fakto za karę :) I Apollo (większy koń, ok. 170 cm w kłębie) miał zły dzień i wszystkich kopał... No i ja myślałam już, że mi się udało uniknąć ale niestety. Pomyłka. Gdy popuszczałam popręg, on zaczął cofać się groźnie w naszą stronę ... Ja spanikowana nie wiedziałam gdzie uciec. Zapędziłam się w kozi róg z Figarem... I nagle bum, kopyta Apolla odbiły się na moim udzie i łopatce hucuła... Cóż... Bolało na początku jak diabli ale potem przeszło.
♥ Karola ♥ 

1 komentarz:

  1. To nieźle miałaś. ;] Też lubię takie biwaki, ogniska i w ogóle, a jeszcze lepiej - jak ktoś umie grać na gitarze ;DDD

    Zapraszam do siebie
    My-Chemical-Lifexd.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń